21 kwietnia 2017

Rozdział VII cz. 1

Sprawdzian nie był tak prosty, jak się spodziewałam, ale i tak wydawało mi się, że dobrze go napisałam. Największe wątpliwości miałam do trzeciego zadania, w którym treść była nie do końca dla mnie zrozumiała, lecz mimo to spróbowałam je rozwiązać. Miałam nadzieję na dobrą ocenę.
Tego dnia niewiele się jeszcze działo. Starałam się, jak mogłam, unikać Ricka. Nie było to proste zadanie, bo postanowił na przerwie koczować przy moje szafce. Przez to nie miałam książki i korzystałam wspólnie z Cathy z jednej. Jednak przez wf-em postanowiłam odnieść podręczniki. Akurat nie było tam Ricka, więc szybko je schowałam i poszłam w kierunku szatni. W połowie drogi zastąpiła mi drogę jakaś dziewczyna. Miała czarne włosy spięte w kucyk, a na sobie strój żółto-niebieski cheerleaderki. Jej oczy wydawały się przewiercać mnie na wskroś.
- TY! – powiedziała zimno.
- Tak? – odparłam niepewnie.
- Trzymaj się z dala od Ricka.
- Staram się.
- Jeszcze raz zobaczę się w jego pobliżu – mówiła, nie zwracają uwagi na moje słowa – to gorzko tego pożałujesz. Zrozumiałaś?
- Ta.
- Nie wiem, co on w tobie widzi. To dla mnie powinien pisać wiersze, a nie dla jakieś pierwszoklasistki.
- Może z nim porozmawiaj, a nie ze mną – zaproponowałam.
- Tak, nie będę już na ciebie marnować swojego cennego czasu – zarzuciła włosami i przeszła obok mnie z wysoką podniesiona głową.
- Czy to się może skończyć? – szepnęłam zrezygnowana, idąc do szatni.



10 kwietnia 2017

Rozdział VI cz. 9

- Jak on w ogóle śmie się pod niego podszywać – warknęłam cicho Angie, kiedy przedstawiłyśmy jej sytuację.
- Nie jesteśmy tego pewne – powiedziałam. – Jest przecież druga opcja.
- Tak, ale ta jest bardziej prawdopodobna.
- Pod uwagę musimy wziąć wszystko, a nie tylko to, co uważamy za prawdziwe – dodał Mark. – Są dwa rozwiązania i trzeba oba sprawdzić.
Cała paczka chętnie zaangażowała się w nasze małe śledztwo, o którym tydzień wcześniej nawet nie chciałam słyszeć. Jednak te parę dni wystarczyło, bym zmieniła zdanie co do tej sprawy.
W kilku słowach Cathy nakreśliła im wszystko, co wiedziałyśmy. Sytuacja była prosta. Według nas Rick podszywał się pod Felixa, ale nie znaliśmy powodu tego działania. To była jedna z rzeczy, które chcieliśmy odkryć. Kolejną było to, kto naprawdę był tym tajemniczym poetą i dlaczego dla mnie pisał wiersze. To ostatnie Angie wytłumaczyła w krótkich słowach, mówiąc, że pewnie się zakochał. Moje argumenty, że to niemożliwe zbytnio do niej nie przemawiały.
- Więc co robimy? – zapytała Isa.
- Musimy opracować plan, ale nie tutaj. Ktoś może podsłuchać i wszystko spali na panewce. Lepiej spotkać się po szkole i to obgadać. Co wy na to? – zaproponowała Angie.
- Ok, ale kiedy?
- Dzisiaj?
- Kółko plastyczne – powiedziała Isa.
- Literackie – dodał Mark.
- Dobra, a jutro?
- Mi odpowiada – powiedziała Cathy, a pozostali się z nią zgodzili.
- W takim razie ustalone. Możecie wpaść do nas. Pamiętacie jeszcze drogę?
- Yhy – potwierdziliśmy.
- Skoro już wszystko uzgodniliśmy, to powtórzę matmę – Cathy wyciągnęła z torby zeszyt oraz książkę i położyła je na stole.
- Czy dzisiaj coś jest? – spytała Isa.
- Sprawdzian – odpowiedziałam, biorąc przykład z przyjaciółki.
- Jak to? Miał być za tydzień.
- Czyli dzisiaj.
Isa wyglądała na bardzo zaskoczoną i trochę przerażoną tą wiadomością. Wygrzebała z plecaka podręcznik i przewertowała pierwszy rozdział. Z każdą stroną wyglądała na coraz bardziej uspokojoną. W końcu z westchnieniem ulgi zamknęła książkę i schowała ją.
- Myślałam, że to będzie gorsze. Przeraziłaś mi – wyrzuciła mojej przyjaciółce.
- Nie mówiłam, że to jest trudne, ale że chcę powtórzyć – odpowiedziała ta, przewracając stronę.
W sumie też stwierdziłam, że jakoś sobie poradzę na sprawdzianie. Dzień wcześniej wieczorem razem z Cathy powtórzyłyśmy cały materiał. Większość nie sprawiała mi najmniejszego problemu. Dlatego sądziłam, że tym razem nie muszę się przejmować.
Spokojnie zamknęłam książkę, myśląc o najbliższej lekcji.



7 kwietnia 2017

Rozdział VI cz. 8

Przez całą lekcję nie potrafiłam się skupić, ciągle rozmyślając o tym, co wydarzyło się przed historią. Jednak pan Lewis nie zwrócił na to uwagi, opowiadając o wojnie lub o czyjś rządach. Nie byłam pewna. Notatkę zapisałam automatycznie, nawet nie zwracając uwagi na słowa.
Cathy próbowała odwrócić moją uwagę i dodatkowo dowiedzieć się, o co chodzi. Kiedy nic nie pisaliśmy, przewertowała zeszyt na ostatnią stronę i napisała:
„Co jest?”
Otworzyłam swój notes na końcu i odpowiedziałam:
„Rozmowa. Rick”.
„I?”
„Zna wiersz”.
„Może ktoś mu powiedział?” – próbowała mnie pocieszyć. – „Kto wie?”
Zastanowiłam się chwilę. Wiersz przeczytałam na korytarzu. Wtedy podeszła Angie i Cathy. Później się z nikim nim nie dzieliłam. Angie mogła powiedzieć pozostałym, ale raczej nie zapamiętała go. Zostały dwie opcje: albo Rick jakoś przechwycił wiersz i się go nauczył, albo był Felixem.
„Mam dość. A co jeśli to prawda?”
„Możesz go zignorować”.
„Jeśli nadal będzie mi podrzucał wiersze, to raczej nie”.
„Dostałaś coś nowego?”
Zerknęłam w stronę nauczyciela. Był skupiony na lekcji, stał dwie ławki za nami i nie zwracał na nas zbyt dużej uwagi.
Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam kartkę, którą znalazłam w swojej szafce. Podałam ją Cathy. Ta szybko ją przeczytała i mi ją oddała, więc umieściłam ją w poprzednim miejscu.
„Rozumiesz to?” – zapytała przyjaciółka.
Zaprzeczyłam ruchem głowy.
„To ty znasz się na interpretacji wierszy” – zauważyłam.
Uśmiechnęła się i napisała:
„Tak, ale to nie jest skomplikowane. Wystarczy raz przeczytać, żeby to zrozumieć”.
„Więc?”
„Naprawdę? – zdziwiła się. - Są dwie opcje. Pierwsza: ten, kto pisze na zlecenia Ricka, postanowił się zbuntować, dając znać, że nie on jest autorem wierszy”.
„A druga?”
„Rick rzeczywiście nie jest Felixem”.
Podniosłam wzrok z kartki na Cathy. Kiwnęła ona potwierdzająco głową.
„Jest jeszcze nadzieja” – przemknęło mi przez myśl.
„Jak to odkryjemy?” – zapisałam.
„Nagle zaczęło cię to interesować?” – posłała mi porozumiewawczy uśmiech.
Przewróciłam oczami.
„Zanim się podszył pod Felixa, to było bardziej znośne. Wolę wrócić do tamtego etapu”.
„To raczej niemożliwe, ale możemy spróbować. Jednak nie obiecuję, że nie będzie gorzej”.
„I tak w to chodzę”.
Do końca lekcji starałyśmy się opracować plan działania. Jednak zadanie z pozoru łatwe, wymagało ogromnego dopracowania. Poza tym stwierdziłyśmy, że same nie damy radę wszystkiego wykonać i przydałaby się nam pomocna dłoń albo nawet kilka. Dlatego dalsze planowanie zostawiłyśmy do pory lunchu.